MELOnoisowa historia

 Postanowiliśmy założyć bloga z myślą o ogromnej ilości owczarków belgijskich, które są oddawane z powodu nieodpowiedniego wychowania oraz braku świadomości ich właścicieli o potrzebach i wymaganiach tej rasy. Chcielibyśmy aby to miejsce było połączeniem wiadomości dotyczących wychowania, szkolenia, żywienia, charakterystyki rasy z prawdziwą historią i życiem codziennym naszego przyjaciela Mela.



Melo to niespełna 1,5roczny pies  w typie owczarka belgijskiego malinois. Trafił do nas w wieku 11miesięcy, gdy po stracie naszej ponad 20letniej suczki Mani i krótkiej, przegranej walce z chorobą staruszka Igorka adoptowanego ze schroniska, postanowiliśmy postawić sobie kolejne życiowe wyzwanie i pomóc niechcianemu psu w potrzebie. Nasze serce zabiło mocniej do „belgów”, jednak nie potrzebowaliśmy psa z rodowodem, certyfikatem, po rodzicach championach. Miał być to pies, któremu chcieliśmy zmienić jego dotychczasowe ciężkie życie w piękną historię otoczoną miłością i przyjaźnią. Na internetowym portalu dotyczącym adopcji owczarków belgijskich otworzyliśmy pierwszy post „pilnie oddam psa”, który nam się wyświetlił. Nasza historia zaczęła się w Tarnowie-200km od domu, gdzie poznaliśmy Mela i panią Wiolę, która mimo młodego wieku Melka była już jego drugą opiekunką. Historia jego życia nie była kolorowa… został porzucony przez swoją pierwszą właścicielkę, prawdopodobnie ze względu na jej kompletną nieznajomość rasy, a co za tym idzie ogromne problemy behawioralne Mela. Dodatkowo pies bał się mężczyzn i wręcz rzucał się na jedzenie więc nikt nie wie co mógł przeżyć. Pani Wiola  przygarnęła psa pod swoje skrzydła. Ze względu na brak odpowiednich warunków i czasu potrzebnego na socjalizację Mela postanowiła oddać psa w dobre ręce i sprawić aby w końcu miał swój prawdziwy, kochający i stały dom. Tutaj właśnie zaczęła się nasza wspólna droga, którą chciałabym Wam przedstawić 😊 Melo to wulkan energii i radości, uwielbia dzieci, a nawet bez problemu zaakceptował naszego kota Marcina. Gdy trafił pod nasze skrzydła był masą niespożytkowanej energii i niewykorzystanego potencjału, a swoją niezwykłą inteligencję wykorzystywał próbując naciągać wszystkie zasady dotyczące naszego wspólnego życia pod siebie. Miał masę problemów behawioralnych, które przede wszystkim wynikały z tego, że nikt nigdy nie wskazał mu odpowiedniej drogi i nie określił ściśle granic, których nie można przekraczać i hierarchii w jego stadzie jakim jest rodzina. W skrócie zachowywał się jak nadpobudliwe, rozpieszczone ,rozhisteryzowane dziecko. Prawdopodobnie w odpowiednim wieku nie poznał świata, przez co wielu rzeczy się bał(studzienki kanalizacyjne, światła na chodniku, samochody, większa liczba ludzi), miał złe doświadczenia z dzieciństwa(strach przed mężczyznami, jedzeniem, gdy w pobliżu znajdował się jakiś człowiek, przed małymi pomieszczeniami), a także nie poznał zasad podstawowego posłuszeństwa,  odpowiedniej zabawy oraz nie zaznał dostarczającej dziennej dawki aktywnego ruchu(pojęcie aktywnego ruchu wyjaśnię Wam przy innej okazji😊). Miał też ogromny lęk separacyjny i nie wiedział jak powinien spożytkować swój czas, gdy nie ma nas w domu. Nasza ciężka, świadoma i systematyczna praca nad każdym z aspektów o których pisałam doprowadziły do tego, że z rozpieszczonego bachora stał się inteligentnym i posłusznym młodzieniaszkiem, który często zwraca uwagę i wzbudza podziw wśród przechodniów podczas spaceru lub ćwiczeń. Mimo tego, że nasze doświadczenie ze zwierzętami jest spore, to w chwili adopcji Mela nie bylismy a po prostu świadomymi właścicielami psa rasy owczarka belgijskiego😊 Nasze rady, metody i sposoby wychowania czy nauki psa to nasz punkt widzenia. Nie każdy musi się z tym zgadzać ale trzeba pamiętać, że każde metody(te pozytywne!) są lepsze niż żadne. Z psem należy pracować i poświęcać mu jak najwięcej swojego czasu i energii-sam nie nauczy się dobrych manier czy podstawowych komend.  Melo nie jest idealny i jak każdy pies potrzebuje ciągłej pracy, nauki i pokonywania kolejnych życiowych trudności. Jednak różnica między Melem z początku znajomości, a Melem teraz jest taka, że teraz jesteśmy kompanami. Wzajemnie, szczęśliwie umiemy spędzać ze sobą czas. Dla przykładu: Na początku Melo ustalał zasady zabawy i nie znał słowa stop ani niewolno. Potrafił z całej siły ciągnąć zabawkę i wyć jak obdzierany ze skóry. Nie reagował na komendy i potrafił szarpać się z nami z zabawką przez całą drogę z łąki do domu i nie było opcji żeby puścił. To nie był miło spędzony czas ani dla niego ani dla nas. Teraz Melo wspaniale zachowuje się na spacerach, pięknie aportuje, wykonuje komendy i „cyrkowe sztuczki” i po prostu widać po nim, że jest szczęśliwy. To jest właśnie Malinoisowe szczęście- bycie kochanym, aktywnym towarzyszem i współpracownikiem człowieka oraz bycie pełnoprawnym członkiem rodziny. 





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

KOŚCI PRASOWANE. Uważaj na to jakie gryzaki wybierasz dla swojego psa !

PRZYWOŁANIE - Co zrobić aby pies do nas wracał?

Chcę wyszkolić owczarka, a on nie chce współpracować?! Jak zachęcić psa do wspólnej nauki